niedziela, 2 października 2016
Rozdział 2. Sugestie.
Przez moment, krótką chwilę, Luna zapomniała jak się oddycha. Już zdążyła zapomnieć jaki wpływ miały na nią te oczy, wpatrujące się w nią z taką intensywnością, jakby chciały przewiercić ją na wskroś.
— Co tam królu pawiu? — zagadnęła z największą nonszalancją, na jaką tylko było ją stać. Na dźwięk dawnego przezwiska mimowolnie wargi chłopaka rozciągnęły się w zawiadiackim uśmiechu.
— Nic takiego poza tym, że po raz pierwszy od roku zostałem staranowany przez piędziesiąt kilogramów żywej masy — odparł, wzruszając ramionami — ty i twoja niezdarność przyjechaliście na wakacje czy może zamierzasz wrócić do Buenos Aires na stałe?
Luna zmarszczyłą brwi słysząc ironię w jego głosie. To prawda, Matteo zawsze był arogancki i zarozumiały, często sobie dogryzali ale nigdy w taki sposób. Mimo że uśmiechał się łobuzersko w jego oczach Luna dostrzegła niezwykłą powagę i zrozumiała, że on naprawdę oczekuje odpowiedzi.
— Wróciłam do Black — powiedziała wymijająco i spuściła wzrok na swoje pomalowane na szaro paznokcie. Właściwie nie musiała mu się z niczego tłumaczyć. Nawet nie byli przyjaciółmi, choć istotnie spędzali ze sobą mnóstwo czasu- głównie na kłótniach i treningach, ale zawsze...
— To wspaniale, brakowało nam tu kolejnej gwiazdy — teraz dziewczyna była już pewna, że słyszy wyraźny cynizm w jego głosie. — może tym razem będziesz miała na tyle odwagi, żeby z kolejnym wyjazdem poczekać do zakończenia eliminacji.
— Wiesz co? To nie twoja sprawa! — warknęła, ze złością marszcząc brwi. Chciała powiedzieć coś więcej, ale wtedy podeszła do nich Ambar i ujęła Matteo pod ramię.
— Kochany, jak zwykle zachowałeś się odpowiednio i serdecznie przywitałeś moją przyjaciółkę — zaświergotała, łapiąc się za serce niby to ze wzruszeniem — naprawdę bardzo się cieszę Lunita... Kochanie idziemy? Zaraz spóźnimy się na lekcje a wiesz jak tego nie cierpię.— dodała i pociągnęła go w stronę schodów.
— Do zobaczenia na zajęciach teatralnych Kelnereczko — zawołał za nią Matteo nim razem z Ambar zniknęli w tłumie uczniów.
" Naprawdę dużo się zmieniło " — myślała oszołomiona Luna, odrzucając na plecy burzę ciemnych loków.
Na matematykę dotarła spóźniona. Nauczycielka, pani Preston, ściągnęła brwi niezadowolona, ale pamiętała ją sprzed roku, więc bez słowa wskazała jedyne wolne miejsce, obok ciemnowłosej dziewczyny w okularach. Luna skupiła wzrok na zadaniu, prezentującym się na tablicy. Wiedziała, że nie została przypisana do swojej starej klasy, więc części z tych ludzi nawet nie znała. Za to oni przez całą lekcję przypatrywali się jej ciekawie. Było to naprawdę niepokojące uczucie.
Pod koniec zajęć Luna miała wrażenie jakby jej głowa gotowała się do eksplozji. Wiedziała, że poziom nauczania większości meksykańskich szkół nijak ma się do poziomu w Black, ale nie sądziła, że będzie miała aż takie zaległości. Przy dziesiątym równaniu poddała się całkowicie i już nie próbowała nawet udawać, że to jej nie przerasta. Odłozyła długopis i nerwowo potarła skronie.
— Mogę ci pomóc jeśli chcesz — usłyszała cichy szept. Ze zdziwieniem spojrzała na dziewczynę, obok której usiadła.
— No wiesz, z zadaniami — dodała tamta, nieśmiało spuszczając głowę. W ten oto sposób, świadomie czy nie, ukryła twarz za kurtyną włosów — mam same szóstki i masę wolnego czasu.
— No co ty, na pewno masz ciekawsze zajęcia niż użeranie się z takim beznadziejnym przypadkiem jak ja — Luna wbrew sobie uśmiechnęła się szeroko i z zaciekawieniem przyjrzała się dziewczynie. Była naprawdę ładna, choć bez wątpienia różniła się od swoich szkolnych koleżanek. Miała długie, proste, ciemnobrązowe włosy, idealnie wykrojone, choc cienkie usta, zęby, z którymi mogłaby startować w reklamach płynu do płukania jamy ustnej z właściwościami wybielającymi, słodko zadarty nos i ciepłe brązowe oczy. Nawet ogromne okulary w czerwonych oprawkach, które bez przerwy poprawiała na nosie nie zdołąły jej oszpecić a jedynie dodały jej uroku.
— Nina Simonetti — przedstawiła się dziewczyna i po raz kolejny spuściła wzrok jakby bała się na nia spojrzeć. To sprawiło, że Luna nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem.
— Luna Valente — odpowiedziała, ściskając jej dłoń.
— Valente! Simonetti! Wracajcie z chmur na ziemię! — warkneła nauczycielka.
Przez klasę przetoczył się stłumiony śmiech.
Luna nie miała nawet pojęcia, że ta nowa niewinna znajomość będzie symbolem początku życia, jakiego pragnęła wracając do Buenos Aires.
Subskrybuj:
Posty (Atom)