poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Rozdział 3. Zderzenie z rzeczywistością

W towarzystwie nowej koleżanki Luna spędziła cały szkolny dzień.Tak jak sądziła dziewczyna była niesamowicie skryta. Minęło sporo czasu nim spojrzała jej prosto w oczy a na lekcjach, mimo że zawsze odpowiadała bezbłędnie sama nigdy się nie zgłaszała a gdy już musiała się wypowiedzieć spuszczała wzrok i niezmiennie się rumieniła jak gdyby wstydziła się własnej wiedzy.
Z kolei sposób w jaki na nią patrzyła bardzo krępował Lunę. Nina miała niesamowicie przenikliwe spojrzenie i Lunie zdawało się, że dociera nim znacznie głębiej, niż by sobie tego życzyła. Być może Nina nie lubiła się wychylać, ale nie oznaczało to, że była całkowicie wycofana i skupiona na własnym świecie. Wręcz przeciwnie, była bardzo bacznym obserwatorem. Od razu dostrzegła, że Luna porusza się po szkole bez przewodnika ani mapki, które każdy nowy uczeń otrzymuje pierwszego dnia w sekretariacie. Widziała to zainteresowanie jakie wzbudzała mimo, że nikt nie kwapił się by podejść i zwyczajnie zagaić rozmowę. Co prawda sama nie mogła narzekać na nadmiar znajomych, skądinąd wydało jej to wszystko się doprawdy przedziwne. Była jednak zbyt taktowna, by o cokolwiek pytać. Gust rozpieszczonych do granic możliwości uczniów Blake South Collage był wyjątkowo wyrafinowany, więc bynajmniej nie było nic niezwykłęgo w tym, że naturalna, energiczna i pełna dziecięcej radości Luna Valente się w niego nie wpasowała.




Już od progu słyszała muzykę i głośne śmiechy. Gwar, który o wiele bardziej niż neonowy napis i przeszklone, tęczowe drzwi utwierdził ją w przekonaniu, że dobrze trafiła. Pamiętała gdy znalazła się  tu po raz pierwszy, gdy po raz pierwszy poczuła magię, która przenikła ją od środka. Pamiętała, gdy dreszcz ogarniający jej ciało uświadomił jej, że za tym progiem odkryje coś, co na zawsze odmieni jej życie. I tak było w istocie. Pomimo upływu czasu i częstotliwości, z jaką tu niegdyś bywała to niezwykłe uczucie jej nie opuszczało. Łza zakręciła jej się w oku na wspomienie wszystkich wspaniałych chwil, które tu przeżyła. Tym gorzej znosiła fakt, że Nina spóśród wszystkich miejsc na ziemi postanowiła się z nią spotkać akurat tutaj. Co prawda Luna próbowała delikatnie protestować, ale jej koleżanka była tak nieugięta że w końcu uległa. Nie potrafiła zresztą  nawet udawać zdziwionej, że koleżankę zachwycił urok miejsca, które sama kiedyś nazywala drugim domem.Wspomnienia dopadły ją w chwili gdy stanęła przed drzwiami Jam&Roller. Jedne przyjemniejsze od drugich, ale wszystkie powodowały ścisk w gardle i łzy napływające do oczu. Musiałą zmierzyć się z własnymi demonami, nie miała wyboru.
 Luna zamaszyście otworzyła drzwi. Jej nozdrza uderzył zapach świeżych owoców połączony z wonią preparatu do czyszczenia wrotek. Była to dziwna, ale jakże przyjemna mieszanka.Luna rozejrzała się wokół wbrew własnej woli z zachwytem. Przeniknęła ją magia tego miejsca. Zupełnie się nie zmieniło. Te same błękitne ściany ozdobione artystycznym grafitti stworzonym przez drużynę Rollera, ta sama scena gotowa na przyjęcie kolejnego występu, ten sam bar przy którym tłoczyła się spragniona młodzież, te same stoliki i pufy utrzymane w brzoskwionym tonie. W oddali dostrzegła parę znajomych twarzy, ale tłum był na tyle gęsty, że nawet się tym nie przejęła.Wzięła jeden uspokajający wdech i ruszyła przed siebie w poszukiwaniu koleżanki.
Nina siedziała przy najbardziej oddalonym stoliku, w kącie sali. Była tak pochłonięta lekturą, którą akurat czytała, że nawet nie zauważyła jej przybycia. Luna z zaciekawieniem pochyliła się by zobaczyć tytuł.
Wirzchowe Wzgórza? — odczytała. Na dźwięk jej głosu Nina podskoczyła zaskoczona — nigdy nie mogłam zrozumieć fenomenu Katy — ciągnęła dosiadając się do koleżanki.
— No coś ty, to jest piękna historia niespełnionej miłości. Opowieść o tym do czego tak wielkie uczucie może doprowadzić. Przestroga dla tych, którzy nie rozumieją jak wielką siłę nad naszą teraźniejszością ma przeszłość — rozmarzyła się Nina —  Gdyby Heathcliff od początku traktowany był jak równy, umiałby w ten sam sposób traktować innych. Gdyby Katy nie była całe życie księżniczką dostrzegłaby, że świat nie kręci się wokół niej. Gdyby nie byli tak ślepo zapatrzeni w siebie i własne uczucia nie powielaliby błędów i być może ich historia zakończyłaby się inaczej.
—Jesteś raczej romatyczką co? — zauważyła Luna z rozbawieniem.
— Ależ skąd — Nina od razu spuściła z tonu — po prostu bardzo lubię tę powieść. Czytam ją już z dwusetny raz i zawsze dostrzegam coś nowego. — na potwierdzenie swoich słów pokazała jej rozwartą na stronie piędziesiątej ósmej powieść. Strony były tak pogięte przez wielokrotne przewracanie i tak pomarszczone, że widać było dokładnie w którym miejscu właścicielka książki zatrzymywała się na dłużej a w którym roniła łzy nad losem i wyborami Katy i Heathcliffa. Najwyraźniej Nina należała do tych osób, dla których książki były wrotami do innego świata a ich bohaterowie żywymi istotami, którym należy się współczucie. Luna zaśmiała się na tą myśl.
— Myślę, że możesz mieć rację — przyznała po chwili — ale tak szczerze mówiąc chciałabym się z tobą zamienić na mózgi. Jesteś humanistką i umysłem ścisłym w jednym. To rzadkie połączenie, jestem tego najlepszym przykładem.
Nina zarumieniła się na te słowa i znów spróbowała ukryć swoje zawstydzenie za kurtyną włosów.
— Dlaczego to robisz?— spytała Valente unosząc brwi — przepraszam, jestem chyba zbyt bezpośrednia. —  dodała w odpowiedzi na zaskoczenie spojrzenie koleżanki — Chodziło mi o to, że znamy się dokłądnie od dziesięciu godzin i może jestem roztargniona i momentami trochę nieobecna, ale nawet ja zdążyłam w tym czasie zauważyć, że za każdym razem gdy pokazujesz jaką niesamowicie wnikliwą jesteś osobą zaraz zamykasz się w sobie jakby to było coś niedozwolonego.
—   Uważasz... Uważasz, że jestem wnikliwa? — oczy Niny powiększyły się do rozmiarów pięciocentówek.
—   Jasne — zaśmiała się Luna — kto inny dostrzegłby tyle różnych wymiarów w tak prostej historii, rozwiązał błyskawicznie natrudniejsze zadania z algebry i dostrzegł, że nowa znajoma pilnie potrzebuje pomocy? Dziwię się, że mózg ci jeszcze nie wybuchł z przepracowania.
Tym razem obie zaśmiały się głośno.
—   Mówisz tak tylko dlatego, że chcesz być miła.
— Masz rację — przyznała Luna przywołując na twarz chytry uśmieszek — i żebyś mi jak najdokładniej wszystko wyjaśniła. Naprawdę sobie nie radzę z tymi równaniami.
Kolejny wybuch śmiechu całkowicie rozluźnił atmosferę. Nina wyciągnęła podręcznik i zeszyt a Luna pochyliła się nad stolikiem skupiając się z całych sił na słowach koleżanki. Przez kolejne godziny Simonetti ani razu nie próbowała stać się niewidzialna.




****




Matteo Balsano cieszył się mianem jednego z najlepszych uczniów w Blake South Collage i choć zwykle pławił się w pożądliwych spojrzeniach dziewcząt i zazdrości ich chłopaków tego dnia najchętniej wróciłby do domu. Wszystko za sprawą jednej małej istotki, która postanowiła wrócić do Buenos Aires jak gdyby nigdy nic i która już pierwszego dnia wpadła na niego niczym huragan. 


Znowu. 


Podejrzewał, że to dlatego w szkole wrzało jak w ulu a Ambar cały dzień była nie do zniesienia posyłając wszystkim sztuczne uśmiechy, naradzając się z Delfi i Jazmin półszeptem i zbywając go prychnięciem za każdym razem gdy próbował dowiedzieć się co się dzieje. A coś działo się na pewno. Ambar musiała wiedzieć co, w końcu jeśli Lunę było stać na powrót do tak prestiżowej szkoły oznaczało to tylko tyle, że jej rodzice wciąż pracowali w willi pani Benson. To wszystko powodowało, że Matteo przeczuwał kłopoty. Jakiś podskórny prąd mówił mu, że zbliża się burza, nawałnica potężniejsza i bardziej niszczycielska niż cokolwiek co kiedykolwiek widziało to miasto. I to wszystko z powodu jakiejś smarkuli! To prawda, rok temu wyjechała bez słowa i owszem, była na tyle dobra, że Tamara, ich trenerka, postanowiła wystawić ją jako reprezentantkę Jam&Roller na międzynarodowym konkursie. I zgoda, może zrobiła wiele szumu i podsyciłą niekoniecznie pozytywne emocje swoim tajemniczym odejściem, ale to jeszcze nie powód aby dawać jej tę satysfakcję i traktować jak ocalałą księżniczkę Anastazję ponad rok później! Naprawdę, to było zbędne zamieszanie, które całkowicie wytrąciło go z równowagi i zmęczyło psychicznie. 


Zwłaszcza, że poza tym jednym razem nie spotkał jej już potem wcale i to powodowało, że miał wrażenie, jakby jej powrót był tylko jakąś przedziwną senną marą. 


 Tym bardziej Matteo z ulgą przyjął dzwonek obwieszczająy koniec zajęć i propozycję Gastona, żeby w ramach rozrywki wstąpić na koktajl do Rollera. Naprawdę tęsknił za tym miejscem podczas wakacji w rodzinnych Włoszech, ale teraz zastanawiał się czy nie wykręcić się złym samopoczuciem i nie wrócić do domu. Gaston czasem naprawdę za dużo myślał. 
— Nie mam pojęcia po co wróciła, ale fakt, że nie zamierza trenować to tylko dowód na to, że dojrzała. Nie chce z siebie znów robić pośmiewiska — powiedział bez emocji. 
— No co ty stary, nie jesteś ani trochę ciekawy? — Gaston poklepał go po plecach i mrugnął porozumiewawczo. W jego oczach pojawił się błysk właściwy dzieciom otwierającym prezent gwiazdkowy i Matteo z trudem powstrzymał się przed zrobieniem czegoś co zmyłoby mu ten irytujący uśmieszek z twarzy. 
—  Śmiało, możesz być ze mną szczery —dodał Peridia konspiracyjnym szeptem — póki nie ma Ambar gotowej rzucać w ciebie kryształową zastawą swojej ciotki. 
—   Daj spokój stary — roześmiał się Matteo — nie ma o czym mówić. Luna to zamknięty temat odkąd nas wystawiła. A skoro nie planuje wracać do drużyny nie mam z nią wspólnych tematów. 
—   Oj Matteito Matteito — westchnął Gaston, kręcą głową — a może raczej powinienem rzec "królu pawiu"? 


Cancun,
 24 sierpień  2015 roku


Podczas tych wakacji Matteo zdążył polubić uroki Meksyku. Tutejszą kuchnię, otwartość ludzi, morze a przede wszystkim ulice, które świetnie nadawały się do jazdy na wrotkach. Było mu niemal przykro, że już za tydzień miał stąd wyjechać, by rozpocząć życie w zypełnie innym miejscu, tysiące kilometrów stąd. Poznać nowych przyjaciół, dziewczyny, olśniewać kolejnych ludzi trikami na wrotkach i swoim głosem, penetrować kolejne ulice, zapewne tylko po to by za rok lub dwa znów wszystko to opuścić i zacząć od nowa. Takie były cienie urodzenia się jako syn dyplomatów. Dawało mu jednak również możliwość by poznawać inne kultury, nabierać doświadczenia i przeżywać fantastyczne wakacje w miejscu tak urokliwym jak to. Pocieszający był równiez fakt, że w Beunos Aires, do którego wraz z początkiem jesieni miał się przeprowadzić miał znajomych, bo już raz tam mieszkał, klika lat temu. Z jednym ze swoich kumpli nawet utrzymywał kontakt, więc raczej nie będzie po raz kolejny "tym nowym dzieciakiem". 
Rozmyślał nad tym jadąc ulicą aż dotarł na deptak. Było to jedno z jego ulubionych miejsc. Plac otaczały budki z lodami, słodkościami, typowymi meksykańskimi przysmakami i pamiątkami, przy których chętnie zatrzymywali się turyści. Co ważniejsze było z niego świetnie widać morze za którym, choć spędził tu jedynie półtora miesiąca, z pewnością będzie tęsknił. Czując morską bryzę uśmiechnął się do własnych myśli i zatrzymał się przy grupie dzieciaków tańczących do muzyki płynącej ze srebrnego beat boxa. Przyjęli go jak swego gdy zobaczyli figury, które wykonywał do rytmu na wrotkach. Ludzie zatrzymywali się przy nich, coś między sobą szeptali, klaskali z aprobatą, niektórzy wrzucali monety do szarego kapelusza, leżącego na chodniku nieopodal tańczących. Nie dało się ukryć, to łechtało próżność Matteo. Właśnie wykonywał jedną z trudniejszych figur okręcając się wokół włąsnej osi na ugiętych kolanach gdy usłyszał przepełniony zaskoczeniem i strachem pisk i coś w niego wpadło z impetem, niemal powalając go na ziemię. A właściwie jeśli miałby być precyzyjny to coś na niego wjechało. Staranowało go niczym rozpędzone tornado na kółkach. Na szczęście miał dobry refleks, dzięki czemu w porę złapał równowagę i przytrzymał swojego oprawcę pod łokcie. Gdy ujrzał jego twarz momentalnie przywołał na usta zawadiacki uśmiech. 
To była dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna trzeba dodać. Ubrana była w czarne szorty z wysokim stanem i zółtą koszulkę z odsłoniętymi ramionami. Na nogach miała różowe wrotki. Była niemal o głowę od niego niższa, ciemne loki okalały jasną twarz o malutkim zgrabnym nosie usianym drobnymi piegami, łagodnej linii brwi, pełnych wargach i wielkich zielonych oczach, które w tej chwili patrzyły na niego zdezorientowane. 
Krzyczałam "uwaga" dziewczyna przybrała od razu pozycję obronną i wyswobodziła się z jego uścisku.
Tak, jasne zaśmiał się Matteo łobuzersko, przeciągając głoski i ostentacyjnie poprawił ochraniacze na łokciach może po prostu chciałaś się ze mną zderzyć. 
Nieznajoma wrotkarka szeroko otworzyła usta, jakby nie wierzyła, że mógł być taki pewny siebie i bezczelny, wyprostowała się jak struna i założyła ręce na piersi. 
Uwierz mi, nie miałam najmniejszego zamiaru prychnęła.
Na pewno? Matteo wykorzystał jedną ze swoich uwodzicielskich sztuczek, objechał ją dookoła niczym drapieżnik swoją zwierzynę i pochylił się nad nią na odległość pocałunku. Obróciła się wokół własnej osi, by stanąć z nim ponownie twarzą w twarz. Wyglądała na zdziwioną jego zachowaniem, ale takie samo zdziwienie okazałaby zapewne gdyby ujrzała dwugłowego psa albo mężczyznę pływającego w przeremblu. Obserwowała go bacznie jakby był terrorystą trzymającym palec na detonatorze bomby.
Wiele dziewczyn by właśnie chciało wyszeptał jej prosto do ucha mając nadzieję, że to ją rozbroi. I rzeczywiście, wytrąciło ją to z otępienia, w którym częściowo tkwiła. Odjechała kilka kroków dalej i uniosła brwi wyzywająco.
Doprawdy? rzuciła a czemu? W odpowiedzi Matteo posłał jej jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów i wskazał na siebie, z rozbawieniem wypinając pierś do przodu. Dziewczyna zmierzyła go spojrzeniem z góry na dół, kpiąco unosząc brwi. Dobrze wiedział, co zobaczyła. Matteo Balsano,najbardziej pożądanego szesnastolatka na tej półkuli, Gdy wzrokiem powróciła do jego twarzy na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech. Rozświetlił całą twarz i oczy, które w jednym momencie rozbłysły jak szmaragdy.
 Matteo zmrużył oczy niepewny co to za kołatanie, któe odczuł w okolicy piersi. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to ten uśmiech spowodował przyspieszenie bicie serca. Miewał już wiele dziewczyn, ale żadna z nich nie posiadała uroku, zdolnego oślepić go w jednej sekundzie. Mimo, że dziewczyna  zachichotała i przewróciła oczami Matteo przyznał sobie w myślach punkt. Rozbawił ją, czyli nie zirytował jej tak bardzo jak próbowała utrzymać. 
 —Muszę lecieć powiedziała już znacznie łągodniejszym tonem i nim się obejrzał odwróciła się na pięcie i odjechała.
Jak masz na imię? zawołał za nią. 
W odpowiedzi usłyszał jej śmiech. Śmiech, który przypominał dźwięki wydawane przez rozbawioną czterolatkę. 
Matteo uśmiechnął się szeroko. To było naprawdę przedziwne spotkanie. 


Gdy kilka godzin później wrócił do hotelu niezmiernie się zdziwił widząc wrotkarkę z placu rozmawiającą z chłopakiem obsługującym gości za reastauracyjnym barem. Wciąż miała na sobie wrotki i Matteo zastanawiał się czy kiedykolwiek ściągała je z nóg. Roześmiana czekała na zamówienie a gdy zostało wydane z tacą w ręku odjechała w kierunku hotelowego basenu. 
Kelnereczka" pomyślał z rozbawieniem. Zaintrygowany ruszył jej śladem, ale w tłumie innych klientów nawet go nie zauważyła. 
Z dużą gracją lawirowała między lażakami i tłumami turystów opalających się w strojach kąpielowych i zatrzymała się przed wylegującą się na rozkładanym hamaku przy basenie blondynką w czarnym bikini i okularach przeciwsłonecznych od Channel.


Proszę, shake czekoladowy, podwójne frytki i ryba po grecku zaanonsowała wrotkarka   
smacznego.
No nareszcie blondynka podniosła się z hamaka i stanęła naprzeciw wrotkarki wy tam śpicie przed barem czy gracie w grę "najgorsza obsługa w historii"? Od czterdziestu minut czekam tu na jedzenie jak kołek!
—   Proszę wybaczyć, ale ruch jest ogromny a mój kolega dzisiaj pracuje sam, bo reszta ekipy się rozchorowała albo wzięła wolne w ramach dnia wypoczynku na plaży wyjaśniła brunetka nie tracąc rezonu pomagam mu dodała z uśmiechem wskazując na czarny fartuszek przewiązany przez jej biodra. 
Ach tak blondynka zbliżyła się do niej na niebezpieczną odległość z założonymi rękoma a więc pomagaj szybciej. 
Wrotkarka zmrużyła oczy i odetchnęła głęboko, najpewniej powstrzymując się od niemiłego komentarza. 
—  Gwiazdunia mruknęła pod nosem i już miała odjechać, jednak blondynka nie zamierzała dać za wygraną i stanęła jej na drodze. Pech chciał, że w ręku trzymała shake'a czekoladowego a kelnereczka zareagowała za późno i nie zdążyła w porę wyhamować. Kubek z shake'iem podskoczył i jego zawartość wylała się wprost na klientkę, która narobiła niezłego rabanu. Obserwujący to Matteo nie wytrzymał i roześmiał się ukrywając twarz w dłoniach.
—  Spójrz co narobiłaś ty fajtłapo na wrotkach wrzasnęła blondynka z oburzeniem to jest skandal! Natychmiast powiadomię o tym kierownika hotelu! Nie ujdzie ci to płazem żałosna gówniaro! A ty tam z czego się śmiejesz? dodała zauważając bruneta, usiłującego zdusić śmiech może ze mnie?
Dopiero teraz sprawczyni całego tego zamieszania go zauważyła i otworzyła usta ze zdziwieniem. Z pewnością się go tutaj nie spodziewała. 
—   Spokojnie, proszę się nie przejmować odparł tymczasem Matteo chichocząc pod nosem ta dziewczyna to specjalistka we wpadaniu na ludzi. 
Wrotkarka ze zmiesmaczoną miną przewróciła oczami. 
—  Pójdę po serwetki powiedziała i ruszyła powoli w kierunku głownego wejścia restauracji. Zdołała odjechać jednak zaledwie kilka kroków gdy blondynka podstawiła jej nogę i z kpiącym uśmiechem patrzyła jak dziewczyna z przerażonym okrzykiem wpada do basenu. 
Dziewczyna w jednej chwili znalazła się na dnie. Zachłysnęła się wodą i w panice usiłowała wydostać się na powierzchnię, ale wrotki, które ciągle miała na nogach za bardzo jej ciążyly uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Pociemniało jej w oczach.  
W tej samej sekundzie w której usłyszał plusk Matteo wskoczył do wody. Pokonał chyba własny rekord czasowy, przepłynął basen i chwycił wpół tonącą dziewczynę. Wszystko to trwało zaledwie dwadzieścia sekund, już po chwili podsadzał prychającą i próbującą ciężko łapać oddech dziewczynę na krawędzi basenu. Sam usiadł obok niej i z troską poklepał po plecach próbując pomóc jej uregulować oddech. 
—  Jak ci na imię?zapytał. 
—  Jestem Luna wydyszała i spróbowała wstać wspierając się na jego ramieniu. 
 — Luna! rozniósł się krzyk i po chwili przy dziewczynie znalazł się chłopak, w którym Matteo rozpoznał kelnera zza lady. Był śmiertelnie przerażony. Powiódł dłońmi po jej twarzy, ramionach, badając czy nigdzie nie jest uszkodzona, czy nie ma złamań. Luna skołowana poddawała się temu. 
—   Dyrygentka nas zabije westchnął chłopak, otoczył ją ramieniem i poprowadził w stronę głównego wejścia restauracji. 
Matteo nie zwracał uwagi na przypatrujących się całej scenie ludzi. Patrzył za nimi a wzrok spuścił dopiero gdy zniknęli za rogiem. Zmarszczył brwi gdy dostrzegł coś złocącego się na dnie basenu. Bez zastanowienia wskoczył do wody aby to wyłowić.Okazało się, że to złoty medalion w kształcie półksiężyca, wysadzany najprawdziwszymi diamentami. Był piękny i od pierwszej chwili czuł, że ma w sobie tajemnicę. 
Nie miał jednak pojęcia, że przez następne dwa dni Luna będzie odchodzić od zmysłów przekonana, że na zawsze utraciła pamiątkę droższą nawet nad jej ukochane wrotki. 


Dwa dni później


Sądził, że zwrócenie jej medalionu nie powinno być trudne. W końcu pracowała w hotelowej restauracji. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że w ciągu tych dwóch dni ani razu nie pokazała się w obrębie hotelu. Może dochodziła do siebie po tym jak prawie utonęła a może po prosu się mijali. Teoretycznie mógłby poprosić tego kelnerzynę, żeby jej to oddał, ale nie wyglądał mu na specjalnie rozgarniętego. Tak czy inaczej zaczynał dochodzić do wniosku, że będzie do tego zmuszony, gdy niespodziewanie któregoś wieczoru spotkał ją zmierzającą w stronę bramy wjazdowej do hotelu. 
Wyjątkowo nie miała na nogach wrotek. Zwisały swobodnie przewieszone przez jej ramię, czekając na okazję do jazdy. Ubrana była w czerwone szorty i czarną koszulę z motywem gwiezdnym. Na nogach miała trampki a ciemne loki opadały swobodnie na jej ramiona. Jedynie grzywkę spięła z tyłu wstążką, by nie opadała jej na oczy. Szła uśmiechając się łagodnie i nucąc coś cichutko pod nosem. 
Mogę podejść bez strachu, że mnie znokautujesz albo spowodujesz plamę nie do wywabienia kelnereczko? zapytał zwracając na siebie jej uwagę. Przystanęła na sekundę a gdy ujrzała z kim ma do czynienia przewróciła oczami.
Zawsze masz takie dobre kawały królu pawiu? zapytała kpiąco. Zaskoczony uniósł brwi i stanął tuż przed nią, zagradzając jej drogę. 
Paw? Dlaczego tak mówisz?
Bo jesteś koszmarnie zarozumiały —  odparła jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. 
—   Mówisz? A ja myślę, że bardzo cieszysz się na mój widok. Wręcz omdlewasz z nadmiaru emocji rzekł z rozbawieniem. 
—   Chyba sobie ze mnie żartujesz —  warknęła —  jesteś najbardziej nieznośną osobą na świecie. 
—   Doprawdy? —  czy przyjemność jaką odczuwał z droczenia się z nią nie podchodziła już pod jakieś psychiczne zaburzenie? a ja myślę, że zmienisz zdanie gdy zobaczysz co ten paw skrywa w swoim wachlarzu. 
—   Czyżby bilet w jedną stronę na drugą półkulę? —  zapytała z udawanym entuzjazmem. Pogroził jej palcem i z kieszeni wyjął swoje znalezisko. Pozwolił by łańcuszek zawisł mu na palcu i z zainteresowaniem obserwował jej reację. Uśmiech natychmiast zniknał jej z twarzy niczym zmyty przez deszcz. 
—   Mój medalion —  szepnęła —  sądziłam, że przepadł. 
—   Na szczęście masz swojego anioła stróża —  odpowiedział i stanął za nią chcąc jej go zapiąć na szyi, ale schwyciła złoty księżyc  w dłonie i uniemożliwiła mu ten ruch. Uśmiechnął się pod nosem i znów stanął przed nią. 
—   To już są dwie. 
—  Co dwie? zdziwiła się Luna.
—   Dwie przysługi, które jesteś mi winna —  wyjaśnił naśladując jej ton sprzed chwili gdy mówiła, że jest zarozumiały —  Może się przedstawię —  zaproponował —  Matteo-Paw- Balsano. 
To mówiąc pochylił się z zamiarem złożenia na jej policzku grzecznościowego całusa, ale powstrzymała go odpychając jego twarz otwartą dłonią z szerokim uśmiechem. 
—   A, jasne —  westchnął kręcąc głową z rozbawieniem masz jakieś plany na wieczór?
dodał posyłając jej swój najbardziej olśniewający uśmiech. Luna przerwóciła oczami z pobłażaniem.
 —  Jesteś Matteo Król Paw Balsano —  zaśmiała się a Matteo uniósł brwi na te słowa —  ja muszę już lecieć do domu. A ty do swojej dziewczyny, więc nie pownieneś zadwać mi takich pytań. 
—   Skąd wiesz o mojej dziewczynie? —  zdziwił się. 
W odpowiedzi Luna wskazała na głowne wejście hotelu, w którym pojawiła się efektowna  brunetka o nieco lisim wyrazie twarzy. Matteo odwrócił się by na nią spojrzeć a Luna wykorzystała jego nieuwagę i niepostrzeżenie się ulotniła. 
—   Witaj skarbie —  zaczęła dziewczyna, skłądając na jego ustach powitalnego całusa. 
—   Katja, kochanie —  Matteo uśmiechnął się patrząc jej prosto w piwne oczy —  musimy porozmawiać. 
Tego dnia po raz ostatni widział Lunę w Cancum i tego dnia też po raz kolejny został singlem. Nie żałował tej decyzji, Katję poznał w tutejszym hotelu i nigdy nie planował tego związku przenosić na wyższy poziom. Przecież i tak za kilka dni miał wyjechać do Argentyny i już  więcej jej nie spotkać. Całe szczęście, że nigdy nie przywiązywał się szczególnie do tych wszystkich dziewczyn, które lubiły nazywać siebie "jego dziewczynami". 
Zasypiając tej nocy uśmiechał się odtwarzając w myślach ciepły głos Luny, gdy po raz pierwszy nazwała go "królem pawiem". Dziwnym trafem tą samą nutę słyszał później za każdym razem gdy używała tego określenia.




— Matteo, żyjesz? —  głos Gastona przywrócił go do rzeczwystości —zawiesiłeś się czy co? —spytał wyraźnym poirytowany.
Matteo gwałtownie zamrugał powiekami wybudzając się z transu.
— Tak a co myślałeś? — zaśmiał się poklepując kumpla po plecach —zacząłeś przynudzać, więc się wyłączyłem. 
Gaston przewrócił oczami z udawaną urazą. 
— Lepiej już chodźmy — westchnął i popchnął Balsano w kierunku głównego wejścia Rollera. Usiedli przy swoim ulubionym stoliku w pobliżu sceny i zamówili dwa truskawkowe koktajle. Matteo właśnie opowiadał przyjacielowi o swoich wakacjach we Włoszech gdy niespodziewanie usłyszał śmiech, którego nie mógł pomylić z żadnym innym. Irytujący i ponad wszystko niechciany śmiech rozbawionej czterolatki. Obrócił się w tamtym kierunku i ujrzał Lunę obróconą do niego plecami. Siedziała w kącie sali w towarzystwie szkolnej kujonki Niny Simonetti o której tyle nieprzyjemnych komenatrzy zdążył się nasłuchuć od Ambar. żadna z nich go nie zauważyła, swobodnie rozmawiały i chichotały pod nosem gdy nagle Luna zareagowała perlistym śmiechem na jakąś zabawniejszą uwagę Niny. Śmiechem, który ktoś bezstronny z pewnością uznałby za uroczy. Matteo zmrużył oczy w zamyśleniu. 
— Co robisz? — zdziwił się Gaston, ale przyjaciel już go nie słyszał.Ruszył w kierunku stolika dziewczyn.
—Roller to chyba nieodpowiednie miejsce do nauki kelnereczko — rzucił Matteo a Luna podskoczyła w miejscu ze strachu. Podobnie jak Nina, która właśnie upijała łyk swojego bananowego shake'a. Zaczęła się ksztusić. 
—Nina? Nina co się dzieje? —wołała Luna i próbowała jej pomóc poklepując po plecach. Nina parskała i prychała, okulary zsunęły jej się z nosa i z brzękiem upadły na podłogę, zrobiła się purpurowa na twarzy i nie była w stanie słowa wyksztusić. W tej samej sekundzie w której Matteo chwycił ją pod ramię Gaston zareagował impulsywnie, chwycił ją od tyłu i zastosował na niej chwyt Heimlicha. Przerażona Luna i połowa Jam&Roller obserwowali jak Nina rozpaczliwie próbuje złapać oddech a po kilku sekundach, które zdawały się być wiecznością wypluwa felerny kawałek banana na blat stołu. Zarzęziła i osłabiona osunęła się w ramiona Gastona. Ciężko oddychała. 
— Boże Nina wszystko w porządku? —spytała Luna. Simonetti nie była w stanie odpowiedzieć więc tylko skinęła głową. Gaston opiekuńczo otoczył ją ramieniem. 
— Podaj mi jej torebkę —poprosił Lunę a ta zdziwiona zmarszczyła brwi — Przykro mi Luna, ale na dzisiaj chyba koniec waszej nauki. Odprowadzę ją do domu. 
To mówiąc wyprowadził skołowaną dziewczynę z Rollera. Przed wyjściem Nina dołała jedynie posłąć koleżance oszołomione spojrzenie. 
"Co tu się do cholery stało?" zdawały się mówić jej oczy. 
Po wyjściu Gastona i Niny Matteo ponownie skupił całą swoją uwagę na dziewczynie przed sobą. 
—No proszę, pierwszy dzień i już nie radzisz sobie ze standardami w Blake? —spytał kpiąco wskazując na podręczniki rozłożone na stoliku. 
—Myślę, że jestem na tyle zdolna, że sobie poradzę —odparła Luna siląc się na uśmiech — ale dzięki za troskę Matteo. 
— W to, że sobie poradzisz nie wątpię. Zwłaszcza jeśli wykorzystasz w tym celu nieśmiałą Ninę —powiedział z konspiracyjnym szeptem. 
Luna zmarszczyłą brwi. 
— Masz jakiś problem królu pawiu? —Luna założyła ręce na piersi — nie wiem czy zauważyłeś co spowodowałeś. 
Matteo podrapał się po karku udając zakłopotanie. 
— Jutro w szkole przeproszę Ninę —powiedział ze złośliwym błyskiem w oku —zrobię coś na co ty nie umiesz się zdobyć Chociaż właściwie to twoja wina. Trzeba było tu nie przychodzić. 
—Mówisz zagadkami Matteito —prychnęła Luna — mam się domyślać o co ci chodzi czy wreszcie powiesz to wprost? 
—Chcesz wprost? —Matteo pochylił się nad nią na odległość pocałunku. Mógł policzyć wszystkie piegi na jej nosie. W jej oczach dostrzegł błysk, który mógł oznaczać zaniepokojenie. Czuła się zagrożona w jego towarzystwie? 
— Nie zauważyłaś, że to już nie jest twój dom? Ciężko uwierzyć, że ktoś mógł o tobie zapomnieć? Jam&Roller nie jest dla każdego komu zamarzy się tu przychodzić. Nie jesteś tu mile widziana kelnereczko.
Czas stanął w miejscu. Przez chwilę mierzyli się na spojrzenia. W kącikach oczu Luny zebrały się łzy i widok ten sprawił, że prawie pożałował swoich słów. Prawie. Luna gwałtownie zamrugała powiekami i łzy spłyneły po jej rumianych policzkach rozmazując tusz. Była na siebie wściekła, że okazała mu swoją słabość. Gwałtownym ruchem zerwała się z miejsca, zebrałą wszystkie swoje rzeczy do torby i wybiegła z Jam&Roller odprowadzana spojrzeniami kilkorga klientów oraz Nico i Pedro, pracujących za barem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz